Grzybobranie
pnie po wycince wyrastają
jak grzyby po deszczu
którym poobrywano kapelusze
Jest takie jedno miejsce – pochwalił
mi się pewien grzybiarz – tyle
że można je kosić pilarką łańcuchową
znalazłem je następnego dnia
jeszcze żywe wspomnienia szumiącego lasu
nie było trudno szukałem po prostu
w obfitości braku ten widok miał
w sobie melancholię nekropolii
nie zapaliłem znicza ponieważ
ktoś zapomniał zdjąć tablicę
o zagrożeniu pożarowym
żywica z sęków zastygała w strupy
Płot
a wieczorem ludzie siedzący na sofach
przed prezenterami tkają płot
na granicę słynącego z gościnności kraju
żeby odgrodzić się od ludzi
z krajów uznanych za niegościnne
siedzących na ziemi przed strażnikami
drucianych myśli wystarczy
na setki kilometrów ogrodzenia
wieńczonego ideami z drutu kolczastego
wspartego filarami tradycji narodowej
wzmocnionego fundamentem wiary
prędzej matka z dzieckiem sforsują
te zasieki niż grzesznik dostanie się
do królestwa niebieskiego
Wieczne korowody
każde dmuchnięcie to gasnąca
świeczka intencyjna za ocalenie
dalekich niepotrzebnych żyć
sunących w wiecznych korowodach
ten huragan niczym kanonada
wali celnie i na duże odległości
zdziera dachy z głów krzyki z ust
pozostawia kontury nagich niemych
postaci jak kamienie w kłębach
trawy spopielonej dłońmi tych
którzy nadali sobie więcej praw
dlatego posiadają więcej życzeń
świeczek na piętrowym torcie
za zdrowie i bogactwo bliskich
za nieistnienie tych dalekich
niechaj pozostaną kamieniami
huragan ich wtedy nie przywieje
morze nie wyrzuci
Pustynnienie
pustynia to tylko sceneria
filmu dokumentalnego
wystarczy wcisnąć klawisz stop
i w czarodziejski sposób znika
za oknem zieleń gęsta nasycona
jak żołądek wybujała rzeczywistość
bliska namacalna więc prawdziwa
tylko bogowie istnieją
choć ich nie można dotknąć
tylko bogowie zabierają z tej ziemi
życia masowo bezwzględnie
powtarzają ludzie
przeklinają Tomaszów za wątpienie
w oszustwo pustynnienia za kradzież
wiedzy o powszechnym wymieraniu
Adamów wypędzają
Deszcz urojony
deszcz upragniony siąpi tylko w głowie
nachmurzona twarz ciąży chwieje się opada
piach też skrywa jakąś wilgoć krople kapią
z echem w dół arterii ciała jak po instalacjach
gruzów obnażonych erozją porzucenia miejsca
zatrzymania czasu migracją w stronę oddalonych
światów kiedy ich własne puchną z głodu
nikną z nadmiaru strachu i niedoboru życia
wolno umrzeć z pragnienia kiedy nie ma wody
trzeba utonąć gdy wody jest za dużo
pomiędzy śmiercią a śmiercią upuszczają
z siebie urojony deszcz przez rany
poją nim najbliższych
