Piotr Maur – trzy wiersze
- Miroslaw Drabczyk
- 19 mar 2024
- 2 minut(y) czytania
opowieść dziadka
ojciec palił papierosa
ja stałem obok trzęsąc się z zimna
pomiędzy nami leżał pies
popiskując boleśnie
dostałem tego psa od mamy
na piąte urodziny
a teraz był chory konał
i trzeba było coś z tym zrobić
nie wiedziałem że to stanie się tam
usłyszałem tylko świst łopaty
odgłos uderzenia metalu
o coś twardego łamliwego
krótki skowyt a potem
słowa ojca „zakop go”
ojciec nie lubił tego psa
on nie lubił żadnych zwierząt
prócz tych hodowlanych
tych z których były pieniądze
wiele razy czuliśmy się z mamą
jak te gorsze nieprzydatne zwierzęta
co było potem? nic
otarłem łzy zakopałem psa
zadeptałem z wsiąkłością ziemię
i wróciłem do domu
czy nienawidziłem wtedy ojca?
chyba tak myślę że tak
ale prawdę mówiąc pamiętam
tylko potworny chłód
za to teraz
gdy odkrywam jak bardzo stałem się
do niego podobny
teraz nienawidzę go najbardziej
dar
moja córka podnosi z ziemi
zielonkawe szkiełko
i przykłada je do oka
„wyrzuć to świństwo” warczę
a ona patrząc przez szkło na mnie
mówi „ale jesteś śmieszny tato”
wieczorem gdy sprzątam
jej porozrzucane ubranie
znajduję to szkiełko
przyglądam mu się
przytykam do oka
ale niczego śmiesznego
nie widzę
może ona ma dar widzenia
który ja dawno już utraciłem?
/jeśli w ogóle kiedykolwiek
go miałem/
na wszelki wypadek
wyrzucam szkło do śmieci
bo jeśli ma ten dar
kto wie co mogłaby dostrzec
patrząc na mnie
poprzez nie częściej
corn belt
po długiej nużącej jeździe
wzdłuż kukurydzianych pól
w spiekocie i pyle wypijając
ostatni łyk wody błagalnym
tonem pytasz „czy ta pieprzona
kukurydza gdzieś się kończy?”
dopiero po kwadransie
pojawiają się pierwsze domy
jakiegoś miasteczka
w centrum znajdujemy sklep
gdzie uzupełniamy zapasy
na dalszą drogę
na półkach z rzeczami
przecenionymi znajduję
pożółkłe widokówki wenecji
to niewiarygodne
znaleźć tu coś takiego
biorę je
starszy mężczyzna
wyglądający na właściciela
jakby odgadując moje zamiary
śmieje się głośno
pryskając śliną
a ja długo jeszcze później
dziwię się jak sprawnie
jego pokaleczone palce
zgarniały rozrzucone
na ladzie drobniaki
