Michał Piechutowski – sześć wierszy
- Miroslaw Drabczyk
- 27 lis 2024
- 2 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 28 lis 2024
Predestynacja
A może wszystko ma swój sens
Wydarzenia układają się jak pasjans
Albo pierwiastki na tablicy Mendelejewa
Wpadają uporządkowane kształtami
W stosowne otwory dziecięcej zabawki
I w ustalonej sekwencji przez kowala losów
Być może biali muszą czuć się lepsi
Żółci - być pracowitsi
Czarni - pogardzani
A Indianie północnoamerykańscy
Wytępieni
Jan Kalwin w coś takiego wierzył
No może nie do końca aż tak
Z tobą chcę podpalić świat
Rozpętajmy światową pożogę
Niech pochłonie stare formy
Jak u Hasiora zapłoną portrety
Prezydentów i pierwszych sekretarzy
Kościelne chorągwie wojskowe sztandary
Czerwone czarne i tęczowe flagi
Bandery proporce wimple
Loga wszechwładnych korporacji
Oraz hasła demonstrantów
Runą katedry i biurowce
Świątynie i betonowe termitiery
Ogniem oczyśćmy świat
By powstał nowy bez wad
Nasz gniew sięgnie nieba i spopieli
Gwiazdy chorągiewki na księżycu
Zaczniemy od ogniska na działce
Zagrabimy suche liście i naznosimy chrustu
I słusznie
Życie to zbiór strat
Ich ilość rośnie wraz z jego długością
W postępie geometrycznym
Granicę stanowi kres istnienia
Niegłupio to wymyślone
Coraz mniejsza liczba rozmaitych uwikłań
Pozwala na obniżenie poziomu stresu
Związanego ze świadomością kresu życia
W panującym porządku rzeczy
Śmierć jest nieodzowna by zrobić miejsce
Następnym pokoleniom ludzi
I stopniowo oduczać ich zachłanności
A jest czym się zachłysnąć
Młodość
Miłość
Przyjaźnie
Ambicje
Nadzieje
Życiowe plany
To tylko wybrane przykłady
Na szczęście wszystko
Kruszy się i ściera
Jak kamień w zapalniczce
Hydrant
(Świetlickiemu)
Zobaczyłem neon więc wszedłem
Pchnąłem drzwi i się otwarły
Nie wszedłem zamawiać
Nie wszedłem zapijać
Nie wszedłem awanturować się z ochroną
Ja wszedłem się odlać
Mam już we krwi dwa promile
I nie ma w niej miejsca na trzeci
Odpada dylemat czysta czy whisky
Wszedłem się odlać
Zobaczyłem neon więc wszedłem
Pchnąłem drzwi i się otwarły
Nie wszedłem zamawiać
Nie wszedłem z sanepidu
Nie wszedłem wszczynać bójki
Nie wszedłem uciekać nie płacąc
Ja wszedłem się odlać
Graliśmy
Najpierw w piwnicy
U kumpla w kamienicy
Potem w domu kultury
Ostro
Bezkompromisowo
Cali my
Chcieliśmy podpalić świat
Spaliliśmy wzmacniacz
A ja dostałem
Zapalenia gardła
Wypieprzyli nas z domu kultury
Bunt się skończył
Do matury pół roku
Nasi ojcowie nasze matki
Z biegiem czasu
Nasze matki
Znienawidziły naszych ojców
Klasyk tamtych czasów
Wódka i rękoczyny
A kiedy owdowiały
Czują się samotne
Nie wiedzą co zrobić
Z dalszym życiem
Więdną nadspodziewanie szybko
Może jednak ich kochały
A może życie straciło sens
Bo złość była dla nich
Paliwem na każdy dzień
I dlatego tęsknią
