Michał Piechutowski – sześć wierszy
- Miroslaw Drabczyk
- 28 kwi 2024
- 2 minut(y) czytania
I co wy na to?
Nie chowam żadnych sekretów
Nie owiewa mnie tajemnica
Nie ukrywam tożsamości
Nie jestem księciem w łachmanach
Nie byłem w Legii Cudzoziemskiej
Nie zbiegłem z Alcatraz
Nie przybyłem z obcej galaktyki
Nie posłał mnie Bóg
Nie zmieniłem płci
Prawdziwą zagadką jest
Jak ja to robię
Że mi się to wszystko
Nigdy nie myli
Ewangelia szatana
Nie ma do kogo otworzyć gęby
Nie ma się na co pogapić
Nie ma po co ostrzyć zębów
Nic już się nie wydarzy
Ciało oblepia niemoc i smutek
Grzęźnie jak w gęstym asfalcie
Wszystko przynosi odwrotny skutek
Przegrana na samym starcie
Codziennie słuchasz tego przekazu
Wydając na to własne pieniądze
Stosujesz się karnie jak do rozkazu
Pozwalasz cynikom w mózgu mącić
Czy nie wiesz że najprościej
Sterować umarłymi za życia?
Dla ciebie wymyślono no future
Myślisz sobie o sobie
System mnie nie zniewolił
A on dostosował się do twoich
Lęków frustracji i potrzeb
I tak cię podszedł
Twoje niezaangażowanie dobrze mu służy
Wyłączył cię z obiegu
Nie stwarzasz zagrożenia
Cały twój bunt to słuchanie starych nagrań
Wydawanych przez muzyczny oligopol
Sztuczne życie
Bojaźliwi kamuflują się tatuażami
I sterydową siłą równie skutecznie
Co ukrywanie braków w uzębieniu
Włosami na pożyczkę
Wszystko widać pod maską twardziela
Jak w samochodzie u mechanika
Kompleksy z podstawówki
Pas pijanego ojca
Nadopiekuńczą matkę
Brak powodzenia u dziewczyn
Protezowanie poczucia wartości
To nie to samo co implant w szczęce
Sztuczność jest widoczna od razu
Lepsza prawda o sobie
Niż bycie jak gówno w lukrze
Zapach i tak zdradzi prawdziwą naturę
A muchy w końcu zliżą całą polewę
Ekstrapolacja osobliwej religijności
(wiersz samokrytyczny)
Kiedyś w jednej czytance
Z języka rosyjskiego
Napisano że Rosjanin
Jest albo z Bogiem
Albo przeciw Bogu
Jednak nigdy bez Boga
Dotarło do mnie niedawno
Że Rosja to faktycznie
Nie kraj a stan umysłu
I w jakiś sposób
I ja jestem Rosjaninem
O mój Boże!
Większość mojego życia
To zmaganie się z tobą
Robię coś bo mi to
Ciebie przypomina
Albo coś jakby wbrew tobie
Nic jakbyś nie istniała
Naprawdę
Powiększyłaś piersi zupełnie niepotrzebnie
Nie musisz wiecznie sama sobie
Niczego udowadniać
Nie zwiedzisz wszystkich
Zakątków wszechświata
Nie spróbujesz każdej
Egzotycznej potrawy
Poza tym i tak
Więcej nie osiągniesz niż osiągniesz
A wartość człowieka i stan konta
To wielkości bez korelacji
Wewnętrzny spokój
To nie zimne spojrzenie
Zza delikatnego uśmiechu
Nie szukanie beznamiętności
W niewygodnej pozycji ciała
Zwolnij
Usiądź
Popatrz w niebo
Albo chociaż
Na mnie
Nie musisz
Skynet
Niepotrzebny "Dzień Sądu"
Malownicze eksplozje
Promieniowanie gamma
Błyskawiczna białaczka
Na którą i tak
Nikt nie zdąży umrzeć
Po co inteligentnemu systemowi
Stopiony beton i miliardy ton
Soli z odparowanych mórz?
To rozwiązanie jest
Wysoce nieekonomiczne
Będzie trudniej o krzem
Pod spieczoną skorupą
Ludzkość wykończą social media
Wspólnotami wyobrażonymi
Izolując od tych prawdziwych
I wpędzając w depresję z samotności
Wirtualny świat wyssie nas
Jak głodny wampir stare opatrunki
Z trupów da się jeszcze
Odzyskać potrzebne pierwiastki
