top of page

Jonáš Hájek – pięć wierszy



Zły Wikomt

Wikomt okrzepł i już kpi ze mnie
„Na wielkości oczywiście każdemu zależy”,
napisał mi ostatnio
„ale trzeba zadowolić się tym, że?”
To mu się naprawdę nie udało
przeliczył się tym razem
Myśli że nie mogę bez niego żyć
i że za marną pensję
którą mi przysyła ze swoim obrzydliwym „że”
będę brał na siebie każde ryzyko
Nie wiem po co mam to znosić
więc sięgam po telefon:

Wikomcie Wikomcie!
w najbliższym roku któregoś dnia
uderzę w twój słaby punkt!Jeszcze będziesz błagał
o szturchanie szpilką
a ja cię będę śledzić utajonym okiem
Już cię widzę w śmierdzącej kawalerce
z linoleum – a jakże  – w barwie słoniowej kości


Wikomt a liryka przyrody

W zeszłym roku wysłałem mu
cykl wierszy o Izerach
zniszczonych przez polski popiół
Ale zbył mnie: „Nie miałem pojęcia, że ​​i Pan
spogląda wilgotnym wzrokiem za łaniami
w leśnych zaroślach...”

W tym roku w telewizji była susza
 i za oknem też
jakby tego było mało
Wikomt chciał
żeby taka sama susza
zawładnęła moim pisaniem
Niestety jestem posłuszny własnej arytmii
do której nie da się tańczyć ani maszerować
rozpoznaję ją jedynie
w zamęcie metronomów

Bardzo lubię te łanie w zaroślach
zazwyczaj znikają w ciągu kilku sekund


Coraz starszy Wikomt

Wikomt jest człowiekiem.
Tego jestem absolutnie pewien.
Ponoszący konsekwencje za swoje czyny,
samotny, zdziwaczały.
Swój stan zdrowia
zręcznie przemilcza
między wierszami.

Po kształcie pisma
można sądzić, że dręczy go reumatyzm.
A po nachyleniu,
że reumatyzm tak po prostu nie znika.
Niewątpliwie nigdy
nie uprawiał sportu.

Pęcherzyk żółciowy albo złamanie –
nieprawdopodobne historie
powoli zmierzające
do prawdopodobnych zakończeń.


Przepis po mamie

Twierdzę Wikomcie
że sałatka ziemniaczana jest
duchową strawą
z domieszką ekumenicznej powagi:
czy dodasz jabłko
czy pominiesz groszek
szybką pracą noża
odcinasz też swoje grzechy

Przed dodaniem majonezu
wspominasz swoich zmarłych
i tę symboliczną mieszaninę smaków
w końcu z miłością jesz

Trzymam się podwójnego przykazania:
modli się każdy jak umie
korzeniowe warzywa
gotuje się w occie



Konflikty

Z czegoś ci się zwierzę Wikomcie
nie umiem się kłócić

zawsze gdy wybucham,
wydaje mi się że to koniec,
więc wolę nie wybuchać
albo wybucham i się chowami jest koniec

Oni może się nie złoszczą
albo myślą że jestem świrem
wzruszają ramionami i idą do lasu beze mnie

Dlatego nasza relacja taka nierówna
stworzona a nienarodzona
i wciąż na grzybkach

przełożył Karol Maliszewski



Jonáš Hájek (ur. 1984) - czeski poeta tłumaczony na kilka języków. Autor tomów: Suť (Gruz), Vlastivěda (Nauka o kraju ojczystym), Básně 3 (Wiersze 3), Výlet do Schengenu / Můj jediný čtenář (Wycieczka do Schengen/ Mój jedyny czytelnik). Laureat nagrody J. Ortena (2007). Jego wiersze były publikowane w „Poboczach” (w przekładzie Franciszka Nastulczyka), w „8. arkuszu Odry” (w przekładzie Zofii Bałdygi) oraz w magazynie „Suburbia” (w przekładzie Karola Maliszewskiego).  Mieszka w Kolinie.

     Redakcja  Krzysztof Śliwka,  Mirosław Drabczyk
                        Ilustracje  Paweł Król 

  • Facebook
  • Instagram
bottom of page