Grzegorz Wróblewski – sześć wierszy
- Miroslaw Drabczyk
- 28 kwi 2024
- 3 minut(y) czytania
Nasza unikalna poezja (harmonogram)
1-15 rok życia: znaki tworzone patykiem na podmokłym piasku, żyrafy, rusałki, aniołowie, pomarańczowe słońce, cycki pierwszej ukochanej, spirale po inicjacyjnym wypiciu wina marki wino, zamiast trygonometrii podglądanie cioci i wujka 16-20 rok życia: debiut literacki w burdelu, rewolucja, nie wiemy jaka, lecz rewolucja, poemat o haszu, po wypaleniu haszu linijki dotyczące starszej kobiety, która nauczyła nas pozycji od tyłu, ciocia i wujek nadal wzbudzają duże zainteresowanie
21-30 rok życia: stypendium, na którym mieliśmy napisać, ale zamiast tego chodziliśmy w czarnych paciorkach, głosząc zagładę świata, czyli sublokatora, który lepiej wsadzał, ciocia i wujek przestają być aktywni, co wprawia nas w silnie depresyjne stany 31-40 rok życia: dożyliśmy i mamy już pierwsze medale, pomników jeszcze nie posiadamy, zamiast wódki pijemy hiszpańskie wina, perfumy nie wchodzą do gardła, wsadzanie coraz gorsze, pojawiają się wiersze o synu, który zbawił, ale zbawił nie tego co trzeba, czyli zdradził i jest niedobrze
41-50 rok życia: nie zapiliśmy się na śmierć, powracamy do pomysłów z okresu początkowego, czyli rejestrów, które tworzyliśmy między 1 a 15 rokiem życia, nazywamy to twórczością awangardową, wspominamy ciocię i wujka, którzy tak wspaniale gimnastykowali się pod prysznicem 51- do deski grobowej: ślinimy się na widok rusałek, czytamy Mickiewicza, głosząc, że był to jednak wizjoner i że popełniliśmy błędy, wsadzanie na poziomie zerowym, ciocia i wujek dawno już przetrawieni pod tują/krzakami, cisza wieczna & bóg raczy wiedzieć…
Tatami w Kioto
Stań się minerałem, a staniesz się mrówką.
I tylko tyle. I nigdy nic więcej.
Lata przemian
Trzeba wdychać głęboko powietrze. Palec serdeczny niczego nam nie wyjaśnił. (Wszystko rodziło się i wesoło zdychało…) Jednego dnia byłem istotą bezzałożeniową, a drugiego scjentystycznym ssakiem. Odwiedzałem światy równoległe.
Najczęściej w kopenhaskim zoo.
Miłość
Spójrz w niebo albo w siebie albo w kamień albo na nic nie spoglądaj
Nieśmiertelny Johnny
Właśnie leży pod stolikiem w pubie na Vesterbro. Jest nieśmiertelny – mówi brodaty barman. Od kilkunastu minut słuchamy na okrągło Promises Erica Claptona. Barman jest wyraźnie poetą. Przyssał się do blondynki. Johnny jest nieśmiertelny, ale to ja jestem jak ten niezwykły kamień, co nigdy nie porasta mchem. Kamień, co nigdy nie porasta mchem… Ale chujowe zdanie! Ale zdecydowanie chujowe zdanie. Wychodzę w światy dilerki, a Johnny prosi o nową lufę.
Samodzielne robienie herbaty
a najlepiej kłaść się na wznak trochę kosy spadną z nieba osy kalmar (wieprze likier drutowanie) kłaść się na wznak więc się szybko rozejrzyjmy kosa cukier chipowanie wampir spadnie kalmar suknia o nic ciebie nie prosiłem (dobermany na xanaxie czy to ważne suknia kalmar) spadnie osa kłaść się wieprze
świeci kula
albo kosa wieprze kalmar nie ma cukru
pancerz suknia (trochę błota) kłaść się na wznak
drutowanie
